A jakie są Twoje mocne strony?

Od dawna wierzyłam, że ludzie mają swoje talenty i właśnie za nimi powinni podążać. I skoncentrować się na tym co potrafią najlepiej, a nie na tym co im wychodzi najsłabiej. Do tych słabszych stron wrócimy na końcu. Nie są tym co powinno nam spędzać sen z powiek. Śnijmy o tym co na prawdę robimy dobrze.

Bardzo przemawiają do mnie rysunki jak poniżej, autor znakomicie uchwycił sposób w jaki od najwcześniejszych lat próbuje się nas wtłoczyć w jednakowe standardy dla wszystkich.

6a00e54f8c25c98834017c317442ea970b-500wi

W powyższej konkurencji nie wszyscy osiągną znakomite wyniki. Niektórzy poradzą sobie bez problemu (małpa i ptak – chociaż ten ostatni trochę oszukując, ale i tak znajdzie się na szczycie). Inni z kolei mogą próbować, chociaż wyniki są z góry do przewidzenia.

A przecież każdy z nich jest znakomity w swojej dziedzinie. Jedni świetnie pływają, inni szybko biegają, a jeszcze inni latają budząc zazdrość innych. Podobnie z ludźmi. Każdy z nas jest wyjątkowy, każdy ma powody do dumy. Nie zawsze wiemy z czego możemy być dumni, a nawet jeśli znamy nasze mocne strony, nie zawsze potrafimy o tym mówić. Mam okazję obserwować to zjawisko w trakcie prowadzonych przeze mnie warsztatów MBTI. Kiedy uda się uczestnikom odkryć i opisać swoje mocne strony, to i tak musimy ćwiczyć sposób w jaki o tym mówią. Nie „jakoś idą mi raporty”, ale „jestem naprawdę dobra w przygotowywaniu raportów dla klientów. Moje raporty są zawsze dokładnie sprawdzone, wnioski są dobrze przemyślane, a klienci chwalą mnie za znakomite opracowania”. Brzmi zupełnie inaczej, prawda? No i uśmiech na twarzach (samo) zadowolonych uczestników bezcenny.

Skąd możemy się dowiedzieć jakie mamy mocne strony? Źródeł może być kilka:

  • Samoświadomość / samopoczucie. Po prostu wiemy / czujemy, że jesteśmy w czymś dobrzy, coś nam świetnie idzie. I jeszcze na dodatek lubimy to robić. Tą zależność bardzo łatwo zauważyć: im lepiej coś robimy, tym bardziej to lubimy. A jeśli lubimy cos robić to najprawdopodobniej dlatego, że robimy to dobrze.
  • Feedback od innych osób. Czasami ciężko nam go przyjąć, doszukujemy się podtekstów, drugiego dna, ukrytych intencji, itd. Zupełnie niepotrzebnie. Jeśli ktoś nam mówi, że jesteśmy w czymś dobrzy, to po prostu przyjmijmy to do wiadomości i podziękujmy. A jeśli ten sam feedback słyszymy od więcej niż jednej osoby, to już coś musi w tym być.
  • Testy psychometryczne. Różnego rodzaju. Zachęcam jednak do korzystania ze sprawdzonych testów. I skorzystanie z pomocy kogoś, kto wie jak interpretować dane wyniki. Posłużę się przykładem MBTI. Nieformalnych miejsc, w których możemy sprawdzić nasz profil MBTI jest wiele. Ale tylko oficjalnie wypełniony kwestionariusz i profesjonalna sesja feedbackowa z certyfikowanym trenerem dadzą nam gwarancję poprawności i rzetelności procesu. I wiedzy, którą na swój temat zdobędziemy. Sama skorzystałam ostatnio z pomocy trenera certyfikowanego w Instytucie Gallupa (Strengthsfinder). Świetne narzędzie, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o sobie. I otrzymać potwierdzenie, że podążam właściwą drogą (zawodową).

 

A co ze słabymi stronami? Nie rozwijać ich? W mojej opinii – to zależy (ulubiona odpowiedź konsultantów) 😉 Przede wszystkim powinniśmy popracować nad tymi w kategorii „show-stopper”.

Jeśli coś jest wymagane na danym stanowisku pracy i absolutnie bez tego nie możemy się obejść – jak najbardziej zachęcam do pracy nad sobą. Przykład: samodzielna księgowa, znakomita merytorycznie, twierdzi, że nie będzie uczyć się angielskiego. Jeśli klient naszej księgowej jest anglojęzyczny, to należy dołożyć wszelkich starań, żeby opanować ten język przynajmniej w stopniu komunikatywnym. W przeciwnym wypadku klient będzie niezadowolony, księgowa sfrustrowana – sytuacja, która nie może się ciągnąć w nieskończoność.

 

Ale jeśli nasza księgowa, tym razem młodsza, jest miłą i lubianą przez wszystkich osobą, tylko niestety nie dba o szczegóły, często się myli i nie posiada wyczucia liczb, to nie starajmy się jej rozwinąć na siłę. Być może znakomicie odnajdzie się w innych częściach naszej organizacji. Może marketing, zasoby ludzkie lub wsparcie sprzedaży, tam gdzie relacje międzyludzkie są dużo bardziej potrzebne i cenione. W przeciwnym razie (wracając do obrazka powyżej) będziemy szkolić pingwina, słonia, rybę i fokę aby weszli na drzewo.

I pamiętajmy: nasz rozwój zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu.

Zachęcam do rozwijania tych obszarów, w których jesteśmy mocni. Satysfakcja gwarantowana 🙂